poniedziałek, 28 lutego 2011

# 28 K MAG






Nicole Rosłoniec ( D'Vision )
Dagmara Raczyńska ( Model Plus )
Marcin Ziółko ( D'Vsion )
Filip Wiencek ( D'Vision )

czwartek, 3 lutego 2011

# 25

Cienka linia łącząca ślimaczy śluz i moją osobę nawet nie drgnie. Terminy rzekomo oddalone od siebie nieznaczącymi kilometrami łączą się w pewien sposób splątanym węzłem. Z łatwością połknięty, wędrujący do kolejnego, wyimaginowanego żołądka sieje zamęt rozwalając wszystko, co napotka na swojej drodze. Ma na celu wygraną. Zaciska zęby, otwiera szeroko oczy i sunie z gracją po cienkiej warstwie przesady. Od czasu do czasu obraca się patrząc czy współzawodnik nie chce strawić szybciej hamującej, męczącej nas wszystkich powłoki. Przyspieszając gubi świadomość życia realnego zamieniając się w wytwór nieznośny i nietykalny. Otula żebra, kręgi i miednicę. Zasypia czekając na psychodeliczny dźwięk wydobywający się z prawej kieszeni. Codziennie jutro rozpływa się jego panowanie nad własnym ciałem. Robi wszystko, aby „Dziś” było lepsze, owocniejsze, przyjemniejsze. Zanurzam się w wodnej powłoce rozkoszy, kiedy wokoło widzę lśniącą w blasku gwiazd i księżyca czerń. Mieszam przez cały czas w długo wypalanym porcelanowym naczyniu składniki życia, wyjęte z innych półek, różnych domów, niepodobnych do siebie miast wylewając je potem sobie na twarz i rozpuszczając świadomość własnego istnienia.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

# 24 Krótko i na Temat

Po przerwie, wracam - inny, świadomy każdej wykonanej przez siebie czynności. Ciągłe transformacje wyniszczają harmonię, o której powierzchnię obijała się wcześniej zaledwie garstka czarnego, stylowego grochu. Notatnik zatytułowany jako przyszłość próbuję wypełnić, więc go piórem zwanym sukcesem, a potem zamknąć go w szufladzie jednej z półek już we własnych czterech kątach. Obskurnych, ale w stworzonym przeze mnie klimacie. Popijając zieloną herbatę z syropem malinowym w towarzystwie inspirującej samotności stąpam po skrzypiącej podłodze, narkotyzując się zapachem starych mebli. Otulam swoje uszy muzyką, siebie natomiast dużym kocem, a swoją twarz ozdabiam uśmiechem wiedząc, że nic nie wymknie się spod kontroli. Zasypiając ogarnęła mnie radość spowodowana samodzielnością, której ona nie pozwala mi doznać, pogłębiając się w swojej nieprawdziwej teorii mojej psychicznej jak i życiowej porażki. Pomimo negatywnych znaków, które istnieć nie powinny nie mówiąc już o ich wysyłaniu do osoby drugiej sądzę, że nie byłby to zły wybór z jej strony, i nikt oraz nic nie ucierpiałoby na tak radykalnej zmianie. Tym samym stwierdzam, że w grę wchodzą uczucia, co jest miłe, ale mi do zupełnego szczęścia nie potrzebne. 

czwartek, 30 grudnia 2010

# 23 Podsumowanie roku 2010 w sposób niezrozumiały.

Styczeń 2010 : W pierwsze godziny roku, leżąc z czyjąś głową wbitą pomiędzy kręgi kręgosłupa, mniej więcej o 10 rano. Nie dokręcając wody przygód wyciekały powoli kolejne płatki śniegu, dziwne incydenty, śmiechy, i łzy, ale szczęścia.
Luty 2010 : Rozgotowane w metalowym kubku myśli dopełniała chęć pozbycia się białego puchu zza okna. Posuwając po drewnianym blacie srebrzyste naczynie podniecenie rosło z każdym centymetrem zbliżania się długopisu do wyimaginowanej kartki papieru w celu odfajkowania ważnych dla mnie wtedy czynności.
Marzec 2010 : Przebijające się delikatne zielonkawe stworzenia, niosły ze sobą tę charakterystyczną woń wczesnej wiosny. Trzęsącymi się nogami rozkopywane twarde jak głaz zaspy. A czas zmian nadchodził...
Kwiecień 2010 : Siedziałem przy stole z jajkiem w ręce, rysowałem z precyzją i dokładnością wielkanocne wzory po czym włożyłem je do koszyka, posyłając z buziakiem do kościoła  to małe dziecko. W dalszym ciągu nie działo się nic godnego mojej i waszej uwagi.
Maj 2010 : Promienie słońca dobijały się oknami do domu, jakby chciały uciec. Impulsy były coraz mocniejsze.
Czerwiec 2010 : już na samym początku każdy przygotowywał się na nadejście tego dnia kiedy usłyszy się "koniec". I z uśmiechem na twarzy wróci do domu ze świadomością że jutro będzie mógł obudzić się kiedy tylko chce. Niestety jeszcze trzeba było poczekać na ten moment. Rozdarte myśli, stres i wściekłość z dnia na dzień była coraz silniejsza, skupienie rosło. Udało się.
Lipiec 2010 : Nadszedł ten moment w którym klikając "send" nie miałem jeszcze świadomości co stanie się za kilkanaście dni. wyjechałem do Krakowa, z resztą miło spędziłem tam czas, jak zawsze. Opisywane wcześniej odwiedziny w wyroczni nadeszły, kiedy odchodziłem nie wierzyłem że żyje. Czy życie może być tak zaskakująco piękne ?
Sierpień 2010 : Pierwszy telefon niosło ze sobą podniecenie i chęć przeżycia ów przygody z modelingiem. Uwolniłem demona, miksując relacje w moim nieświadomie skonstruowanym produkcie.
Wrzesień 2010 : Zlecenia, uczucia. i stało się - zacząłem. W życiu prywatnym zaszło wiele zmian, czasem nie koniecznie na lepsze.
Październik 2010 : Poczucie. Metamorfoza. Abstrakcja. Relacja. Uśmiech. Smutek. Złość, Radość i miliony innych.
Listopad 2010 : Dopieszczałem każdy kilometr życiowej taśmy filmowej. Czasami chęć ucieczki przed rzeczywistością była tak silna że wcześniej wspomniany metalowy kubek rozgrzany do czerwoności nie pozwalał odfajkować. Mówią że śmiech to zdrowie.
Grudzień 2010 : Wybuch, to nie do wiary. Zgniotłem tę wyimaginowaną kartkę. Czas zacząć żyć na prawdę.

wtorek, 21 grudnia 2010

# 20 Backstage Ola Kawałko Fashion Business Conference by Charlotte Rouge

  Budząc się przed południem, zsunąłem z siebie ozdabianą pluszakami, dużą kołdrę w odcieniu masy perłowej. Z każdym krokiem woń herbaty stawała się coraz silniejsza. Potem, po wyjściu z łazienki zasiadłem do stołu, wbiłem błyszczący widelec w soczystego, szkarłatnego, wcześniej pokrojonego pomidora. Okruchy obijały się o porcelanowy talerz. Zwróciłem uwagę na godzinę którą pokazywał stojący na półce zegarek po czym wstałem i zacząłem się z pośpiechem ubierać. Wybiegając z domu, złapałem za rękawiczki i szalik ubierając je w czasie dostawania się windą na parter. Z notatnikiem w ręce wysiadłem na czwartym przystanku od domu zmierzając w stronę siedziby agencji. Zasiadłem na śnieżnobiałej sofie biorąc gazetę do ręki. Po przywitaniu się z bookerem, udzieliłem kilku podstawowych informacji na swój temat. Wyszliśmy zmierzając w kierunku Makaty. Poznając się z uczestnikami imprezy, uśmiech nie schodził mi z twarzy. Przebierając się w łazience oznaczonej nazwą "casting" nie dysponowałem zbyt dużym obszarem, makijaż wykonany perfekcyjnie, trudno było być poważnym w takiej sytuacji. Czas poświęcony, nie był stracony - zaowocował. 
Dotarcie na pokaz utrudniała wtedy pogoda co nie skończyło się aż tak kolorowo jak skończyć się miało. Tak czy inaczej, wszyscy byli zadowoleni. Mam nadzieję... 
http://www.youtube.com/watch?v=p7Uo8UbYZk8